Nie ma nic bardziej miłego i łechcącego moje ego jak Boża pomoc i łaska, bez niej już dawno bym przepadł. Daje mi siłę na kolejne dni. Co ja mam biedny powiedzieć, jak dziś cudem dostałem pomoc. Naprawdę jestem wdzięczny. Nie wiem co bym zrobił.
Nie ma co narzekać, trzeba się tylko modlić, żeby się udało naprawić to co stracone.
Ta myśl przyświeca mi na jutro, ufam że się uda.
Jakie wartości niesie z sobą kościół katolicki? Często się nad tym zastanawiałem i wiem, że odpowiedź, na tak zadane pytanie nie jest wcale taka prosta. Głowiło się nad tym wielu filozofów, etyków czy dziennikarzy. Pytanie takie zadawano nam na lekcjach religii, pisano też prace magisterskie czy doktorskie. Kościół to wspólnota wiernych, to grupa ludzi, których celem jest pielęgnowanie wiary, budowanie silnej więzi pomiędzy katolikami, wspólna modlitwa. Tam gdzie spotyka się ludzi silnych wiarą pierwszych chrześcijan, tam można zbudować kościół. Wartość wspólnoty ukierunkowanej na jeden obrany cel jest namacalna, w grupie potrafimy więcej. Samemu trudno by nam było zrealizować cele jakie postawił przed nami nasz Stwórca. Kościół katolicki to także wartości uniwersalne: uczciwość, oddanie bliźniemu, prawda, czysta nie zmącona wiara, poświęcenie i życie w skromności. Otwartość na ludzi jaką ma w sobie kościół mają też jego członkowie. Oparciem dla katolickiej wspólnoty są wartości przekazywane przez Chrystusa. W tych kilku zdaniach odniosłem się do wartości jakimi kieruje się kościół w codziennym trudzie ewangelizacji.
Katolicka rodzina zawsze znajduje czas na kościół. Nie może być tak, że nie masz czasu dla siebie, dla rodziny, dla Boga. Maryja czeka na nasze sukcesy ale i wymaga od nas wytężonej pracy w imię wartości jaką jest wspólnota i rodzina. Dla kapłana rodzina to parafia czy wspólnota duszpasterska, dla męża rodzina to rodzice, żona, dzieci. Wydawać by się mogło, że ksiądz nie ma nic w zamian za życie bez normalnej rodziny. Nie ma nic bardziej mylnego, ma przecież rodziców, rodzeństwo, kuzynów. Nic tak nie umacnia człowieka jak rodzina. Zdrowa rodzina to miejsce gdzie kultywuje się wartości, gdzie wychowuje się dzieci zgodnie z przykazaniami kościoła, gdzie daje się szansę miłości. Pracować dla naszej matki jaką jest Maryja – nie ma nic przyjemniejszego. Wiele zagubionych dusz odnalazło się na drodze do zbawienia. Rodzina musi być silna, odpowiedzialna i zbudowana na solidnych podstawach – jak dom na skale z przypowieści biblijnej. Rodzina taka potrafi odnaleźć się w życiu, a Maryja zawsze jej pomaga, otacza opieką i daje siłę do działania. Bez rodziny nikt się nie obejdzie, nikt normalny, zdrowy, porządnie wychowany. Prędzej czy później nawet zagorzały monogamista zatęskni za wartością jaką jest rodzina.
Nie jestem filozofem, ani doktorem filozofii ale patrząc z punktu widzenia przeżytych siedemdziesięciu lat dostrzegam jedno: najważniejsza w moim życiu zawsze była rodzina. W czasie wojny potrafiłem zdziałać cuda aby tylko dotrzeć do małego wówczas synka. Rodzina, dzieci to było to co scementowało moje życie, jako dojrzały silny człowiek mogę wam powiedzieć, że nie ma wartości bardziej uniwersalnej jak rodzina. Moja kochana rodzina została doświadczona przez los, ale mimo licznych nie przychylnych wiatrów zawsze dzięki niej potrafiłem się podnieść i dążyć do celu. Jakie dzisiaj można znaleźć inne pewniki w życiu jak nie: rodzina, dzieci, Bóg. Patrząc z mijającej perspektywy moich lat wiem jedno byłbym nikim gdyby nie rodzina. Z kim dzieliłbym się radościami i smutkami, kto mobilizowałby mnie do wytężonej pracy, na jak długo starczyło by mi sił – myślę, że gdyby nie rodzina nic takiego bym nie znalazł. To rodzina jest kolebką ludzi, rodzimy się w rodzinie, tam też dorastamy i razem z nią u kresu życia umieramy. Wartość podstawowa jaką niesie ze sobą każda zdrowa rodzina to poczucie wspólnoty, oparcie i miłość, a także wspólny cel jakim jest wychowanie wspólnego potomstwa.
Wartości tak trudno dziś o nich rozmawiać, wydaje się mi, że nie mam wystarczających kwalifikacji aby sprawnie i rzeczowo przejść przez temat rodzina a moje życie. Jak byłem mały wydawało mi się, iż rodzina nie znaczy wiele, teraz w dorosłym życiu wartości takie jak rodzina, zdrowie, dziecko są dla mnie najważniejsze i pchają mnie do działania. Nie mogę sobie wyobrazić sytuacji kiedy zdarzyło by się tak, że rodzina była by mniej ważna niż jakiekolwiek inne zadanie. Mimo wielu przeróżnych trudności jakie pojawiają się w życiu każdego Polaka znajdujemy siłę aby przeć do przodu w nadziei na lepsze jutro. Rodzina mobilizuje nas do jeszcze bardziej wytężonej pracy, bierzemy dodatkowe zlecenia, staramy się aby nasz dom wyglądał pięknie. Rodziny i jej wartości nie można przeceniać. Spokojna ostoja na trudne ciężkie dni, radość z dorastających szybko, a jeszcze tak nie dawno malutkich dzieci, miłość żony i męża. Życie bierze początek z dwojga ludzi, którzy zakładają związek małżeński, powstaje rodzina, ale aby się utrzymała należy tą miłość w rodzinie pielęgnować. Zdarza się i tak, że trzeba potrafić umiejętnie pójść na ustępstwa, ten kto tak potrafi tego rodzina ma szansę na zdrowe psychiczne życie.
Wczoraj na gminnym zebraniu, w świetlicy straży pożarnej obgadano, że remontujemy nasz stary, mały kościół. Odmalujemy styrany, zniszczony krużganek, załatamy cieknący dach na dzwonnicy, a ksiądz Alojzy (uzdolniony rzeźbiarz i artysta) zajmie się nowym witrażem. Nie stać nas na budowę nowego obiektu sakralnego, więc prościej i taniej będzie podreperować to co jest. Kościół parafialny to wspólnota ludzi o podobnych zapatrywaniach, to nasza rodzina – tak mawiał nasz stary proboszcz, jeszcze jak byłem dzieckiem. Teraz nie dostrzegamy tego, ale w niedzielę podczas mszy kiedy kościół zamienia się w miejsce kultu i modlitwy – czujemy się tam jak w domu. Rodzina święta spotykała się w innych miejscach lecz na pamiątkę tamtych zdarzeń my mamy dla nas solidną bryłę z dzwonnicą, która niestety ma już swoje lata i remont dobrze się jej przysłuży. Ustalono, że każda rodzina da na ten cel 10 zł miesięcznie i to już powinno wystarczyć. Podoba mi się ten pomysł, stary kościół nabierze nowego blasku. Martwię się jednak tym, że całością musi zająć się konserwator zabytków z Warszawy. Obawiam się, że czy starczy nam środków. Sołtys chcę żeby skorzystać w tym celu z finansowej pomocy unijnej.
Jak byłem młodszy sporo podróżowałem po świecie, jako misjonarz i nauczyciel brałem udział w krzewieniu wiary katolickiej. W klapie marynarki jak zawsze wpięta Maryja, znak naszego zgromadzenia. Napotkana, przeze mnie, podczas podróży na Wschód, na cmentarzu prosta postać strukturalna nie skrywa swej nowoczesności tak jak kolonialny kościół w Wólce Dąbrowskiej. Czemu kolonialny? Kiedy wstaje wcześnie rano widzę ludzi zmierzających na mszę, po prawej stronie z mojego okna widzę kościół a w nim rzesze wiernych wyznawców największej z religii. Gmach budynku wydaję się być zaprojektowany boską ręką, Maryja musiała maczać w tym palce. Zresztą jest on taki sam jak napotkany kiedyś w Peru, mały polskich kościół braci chrystusowych mniejszych. Znalazłem tam nieopodal grób naszego rodaka, nie udało się mi jednak ustalić jego pochodzenia. Skoro tamte obiekty sakralne budowali konkwistadorzy, kształt ten zawsze będzie mi się kojarzył ze stylem kolonialnym. Gaworzenie ze smutną rzeźbą Jezusa po nocy, opowiadanie historii z życia, nic nie odda ogromu uczuć jaki mną wstrząsa. Ukojenie daje mi tylko kościół a w nim zawsze skłonna do wysłuchania błądzącego grzesznika, matka nasza – Maryja.
Nasza matka Maryja znajduje czas aby wspierać nas duchowo w tych trudnych kryzysowych czasach. Bywa tak, że są rodziny, które nie mają z czego żyć, ale nie zapominają o wspieraniu naszej duszpasterskiej gromady. Pomagają nam jak mogą po to aby kościół był piękny i odmalowany przed Wielkanocą. Tak się zastanawiam jak Maryja poczuła by się gdyby mogła zstąpić z nieba i zobaczyć tą żarliwość w oczach wyznawców naszej katolickiej wiary. Razem tworzymy w naszych sercach cudowny i święty kościół. Godziny wspólnej modlitwy, rozważania nad tajemnicami różańcowymi, pozwalają nam zapomnieć o świecie doczesnym, gdzie nie nasza kochana Maryja, a szybki pęd życia wygrywają nad duchowym aspektem życia każdego człowieka. Być katolikiem, to być zapatrzonym w kościół. Pan Bóg i Maryja mają dla nas same dobre rzeczy. Nakreślili surową i trudną drogę jaką należy podążać, nie ma czasu na zbaczanie z tej drogi, bo życie jest zbyt krótkie na to. Budujemy więc kościół prawdziwy: z betonu i stali, a obok w nas ten ważniejszy – w sercu każdego parafianina. Miło mi, że słuchacie mnie z taką uwagą, niech was Maryja błogosławi. Już czas kończyć nasze rozważania, po kazaniu zapraszam do sprzątania, kościół wymaga pielęgnacji.
Kościół parafialny w Sokołowie Podlaskim ma już przeszło 60 lat, wybudowany w latach powojennych służy mieszkańcom miasta do dziś. Sam budynek jak na Kościół przystało góruje nad całym małym miasteczkiem, niedzielne dzwony dzwonią zawsze aby obwieścić południe. Nie ma u nas hejnału ale za to cudownie gra organista. Maryja ma nasz Kościół pod opieką i dzięki temu uniknął spalenia w poprzednim roku. Zajęła się sąsiadująca z nim plebania i prawie doszczętnie spłonęła. Dzięki boskiej opiece i wsparciu jakie udzieliła Maryja nic sie nie stało z naszym zbiorem obrazów i malowideł naściennych. Zawsze w czwartki o siedemnastej odprawiamy na tą intencję mszę świętą i domawiamy roraty. Kościół niedawno awansował i nie jest już parafialny ale konkatedralny. Przyjechał sam biskup aby poświęcić go, a Maryja czuwając nad jego dobrą wolą, sprowadziła go do nas szczęśliwie. W darze dla nowej katedry dostaliśmy rewelacyjne oświetlenie, w nocy wieżę kościelną widać z kilku kilometrów, szczególnie latem. Teraz czeka go remont, kościół zostanie zaopatrzony w centralne ogrzewanie i nową elewację. W środku zamontuje się kolorowe witraże. Maryja opiekuje się nami pasterzami i sądzę, że pozwoli zdobyć środki na tak poważną restaurację budynku. Niektórzy mówią, że jest brzydki, ale trzeba pamiętać, iż odbudowywano go po wojnie kiedy w Polsce rządzili komuniści.